Ile razy szukałeś czegoś, o czym wiesz, że gdzieś to masz? Notatka ze spotkania sprzed miesiąca. Ważny załącznik w mailu. Decyzja, którą ktoś podjął – ale kto i kiedy? Twoja wiedza istnieje, tylko jest rozsypana po skrzynce, komunikatorach, folderach i karteczkach. A Twoja pamięć – ta biologiczna – ma swoje granice i wcale nie rośnie z wiekiem.

Od wielu miesięcy stosuję metodę, która ten problem rozwiązuje. Nie kupiłem żadnej aplikacji. Zbudowałem ją sam – razem ze sztuczną inteligencją – i dziś pokażę Ci, jak działa. W kolejnych tekstach przeprowadzę Cię przez nią krok po kroku.

Pomysł wart 5000 gwiazdek

W kwietniu 2026 Andrej Karpathy – współzałożyciel OpenAI, były szef AI w Tesli, jeden z najbardziej wpływowych ludzi w tej branży – opublikował krótki dokument nazwany LLM Wiki. W kilka tygodni oznaczyło go gwiazdką ponad pięć tysięcy osób.

Co ciekawe, to nie jest program ani aplikacja. To opis pomysłu – dokument, który Karpathy każe wkleić własnemu asystentowi AI, żeby wspólnie z Tobą zbudował wersję dopasowaną do Twoich potrzeb. Już samo to jest znakiem nowych czasów: nie instalujesz narzędzia, tylko dajesz AI ideę, a narzędzie powstaje w rozmowie.

Sam pomysł jest prosty. Zamiast za każdym razem prosić AI, żeby przekopywała się przez Twoje dokumenty od zera, budujesz z nią trwałą, rosnącą bazę wiedzy – zbiór zwykłych plików tekstowych, połączonych linkami jak mała, prywatna Wikipedia. Kiedy dokładasz nowe źródło – notatkę, dokument, podsumowanie spotkania – AI nie tylko je zapisuje. Czyta je, wyciąga najważniejsze informacje i wplata w to, co już wie: aktualizuje powiązane strony, zauważa sprzeczności ze starszymi notatkami, dopisuje połączenia.

Różnica jest zasadnicza. Typowa praca AI z dokumentami przypomina asystenta, który przy każdym pytaniu biegnie do archiwum, wyciąga luźne kartki i odtwarza sprawę od początku. Nic się nie kumuluje. W metodzie LLM-Wiki wiedza jest opracowywana raz – a potem tylko rośnie. Karpathy ujmuje to tak: wiki to trwały, kumulujący się artefakt.

I jeszcze jedno, co mi się w tym szczególnie podoba: tej bazy prawie nie piszesz sam. Ty dostarczasz materiał i zadajesz pytania. AI robi całą żmudną robotę – porządkuje, streszcza, linkuje, pilnuje spójności. Karpathy porównuje to do pracy programisty: notatnik to warsztat, AI to rzemieślnik, baza wiedzy to dzieło, które powstaje między wami.

Jak to wygląda u mnie: Światowid zagląda do Skarbca

Potrzebujesz do tego dwóch rzeczy – obu darmowych na start.

Pierwsza to Obsidian – program do notatek, który zapisuje wszystko w zwykłych plikach tekstowych na Twoim komputerze (w formacie Markdown – o nim opowiem osobno, na razie wystarczy wiedzieć, że to tekst, który czyta i człowiek, i maszyna). Obsidian nazywa Twój zbiór notatek vault, czyli sejf. Ja swój nazwałem po polsku: Skarbiec.

Druga to asystent AI, który ma dostęp do tych plików – w moim przypadku Claude. Stworzyłem w nim projekt z instrukcją opisującą, jak ma dbać o moją bazę: jak klasyfikować notatki, jakie metadane uzupełniać, czego pilnować. Nazwałem go Światowid – jak ten dawny słowiański posąg o czterech twarzach, patrzących we wszystkie strony świata. Pasuje idealnie: Światowid zagląda do Skarbca i widzi wszystko – także te połączenia między notatkami, których sam bym nie zauważył.

(Nazwy są oczywiście dowolne – Twoja baza może się nazywać Sylwa, Biblioteka, a choćby i Myślodsiewnia, jeśli bliżej Ci do Dumbledore'a niż do Słowian.)

Graf mojego Skarbca w Obsidianie – każda kropka to notatka, a linie to połączenia, które AI utrzymuje. Baza rośnie i „gęstnieje” z każdym tygodniem.

Moja codzienna praca z tym systemem to cykl trzech kroków: Pobieraj – Porządkuj – Pytaj. Nazywam go metodą 3P (po angielsku: Ingest – Compile – Query).

Pobieraj. W ciągu dnia wrzucam do Skarbca wszystko, co warte zachowania: notatki, podsumowania maili, transkrypcje spotkań, dokumenty, zrzuty ekranu. Bez przesadnego porządkowania – na tym etapie liczy się zebranie, nie perfekcja.

Porządkuj. Pod koniec dnia proszę Światowida o sesję porządkową. AI przegląda nowe notatki, klasyfikuje je, uzupełnia metadane, proponuje połączenia z tym, co już jest w bazie, aktualizuje słowniczki pojęć i osób. Kwadrans, w którym chaos dnia zamienia się w strukturę. Raz w tygodniu – u mnie w piątek – robimy sesję większą: przegląd zdrowia całej bazy plus przygotowanie do nadchodzącego tygodnia.

Pytaj. I to jest moment, dla którego robi się całą resztę. Mogę zapytać: „na jakim etapie jest projekt X?”, „co obiecałem dokończyć w tym tygodniu – i co obiecano mnie?”, „co z ostatnich dwóch tygodni jest naprawdę ważne, a co tylko głośne?”. AI odpowiada na podstawie mojej wiedzy, nie ogólników z internetu, i sygnał w końcu oddziela się od szumu.

Efekt po miesiącach stosowania? Nieustrukturyzowana sterta informacji stała się żywą bazą wiedzy, która pamięta za mnie – ale myśli ze mną.

Dlaczego to nie jest kolejny „niesamowity trik z AI”

Bo ta metoda ma wbudowaną rzecz, której brakuje większości zastosowań AI: wymusza Twój udział.

Najczęstszy zarzut wobec sztucznej inteligencji brzmi: ludzie przestaną myśleć. I to jest realne ryzyko – jeśli używasz AI jak automatu, który wypluwa gotowce. Ale tu jest odwrotnie. Bazę budujecie razem: Ty wybierasz, co do niej trafia, czytasz podsumowania, poprawiasz klasyfikacje, zadajesz pytania. Dzięki temu wiesz, co masz w swojej bazie – bo uczestniczyłeś w każdym jej przyroście. Nie oddajesz AI swojego myślenia. Oddajesz jej księgowość, a myślenie zostaje przy Tobie – tylko lepiej zaopatrzone.

Jest i drugi powód: to system, który budujesz sam, pod siebie. Nie kupujesz pudełka, którego trzeba używać tak, jak wymyślił producent. Twoja baza rośnie wokół Twojego życia. A ponieważ wszystko jest w zwykłych plikach tekstowych na Twoim dysku, nic Cię nie więzi: żaden abonament, żadna firma, żaden format, który za pięć lat przestanie istnieć.

Co dalej

To był tekst o idei. W następnym pokazuję, jak założyć własną bazę od zera – i mam dla Ciebie gotową „umiejętność” dla AI, która robi to za Ciebie.

Czytaj dalej: Załóż swoją drugą pamięć – a AI zbuduje Ci ją w kilka minut →